Właściciele nieruchomości większych niż 600 m kw. będą musieli płacić podatek od deszczówki jeśli na teren nieruchomości jest lub w przyszłości zostanie zabudowany w więcej niż 50 proc. To jedna z proponowanych zmian w przepisach ustawa o inwestycjach w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy.

Ta w obecnym kształcie przewiduje, że podatek od odprowadzania deszczówki – naliczany od powierzchni dachów, tarasów, dróg niepublicznych, placów czy kostki brukowej –

płacą właściciele nieruchomości powyżej 3500 m kw. jeśli „z powierzchni biologicznie czynnej” wyłączone jest lub będzie 70 proc.

Proponowana zmiana może sprawić, że podatkiem zostanie objęte 20 raz więcej nieruchomości niż obecnie. Szacunkowy koszt dla gospodarstwa domowego może wynieść około 1350 zł.

Retencjonujący zapłacą mniej

Jeśli właściciel nieruchomości nie posiada np. zbiornika retencyjnego lub innego urządzenia do magazynowania deszczówki musi się liczyć z opłatą rzędu 1,50 zł za m kw. z powierzchni uszczelnionych trwale związanych z gruntem (obecnie to 1 zł).

Kwota podatku dla posiadaczy takich urządzeń o pojemności do 10% ma wzrosnąć z 60 do 90 groszy, dla tych posiadających urządzenia retencjonujące od 10 do 30 proc. deszczówki – z 30 na 45 groszy.

Opłaty nie poniosą zarządcy dróg publicznych oraz kościoły i związki wyznaniowe.

„Mieliśmy w ostatnim czasie liczne marchewki w postaci programów dofinansowania retencji opadów w beczkach, ogrodach deszczowych i innych rozwiązaniach, to teraz dostajemy kij, żeby działać na jeszcze większą skalę” – komentuje na swoim blogu dr Sebastian Szklarek, który przyznaje, że większość proponowanych zmian ocenia pozytywnie.

Obecnie podatek od deszczówki płacą właściciele około 7 tys. nieruchomości. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie otrzymuje z tego tytułu 6,24 mln zł, samorządy dostają 700 tys. zł.

Szacowany przez MGMiŻŚ wzrost zakłada wzrost tych kwot do odpowiednio: 135 mln zł dla Wód Polskich i 45 mln zł dla samorządów. Oznacza to, że Wody Polskie otrzymają ¾ kwoty podatku. Gminy będą musiały co najmniej 80 proc. wpływów z tego podatku przeznaczyć na rozwój retencji w zlewni obejmującej obszar gminy.

Mniej pozwoleń i zgłoszeń

Nowe przepisy mają ułatwić też rozwój retencji w obszarach rolnych.

Budowa obiektów o powierzchni od 1000 do 5000 m kw. (oraz głębokości do 3 m) będzie wymagała tylko zgłoszenia wodnoprawnego. Wcześniej konieczne było ono dla inwestycji nieprzekraczających 1000 m kw.

Zgodnie z projektem nowelizacji pozwolenia wodnoprawnego albo zgłoszenia wodnoprawnego nie będzie wymagało zatrzymanie wody w rowach nie, jeśli zasięg oddziaływania nie wykracza poza granice terenu, którego zakład jest właścicielem lub (i to nowość) terenu znajdującego się zasięgu oddziaływania, na który posiada uprzednią pisemną zgodę właścicieli gruntów objętych oddziaływaniem.

Pozwolenia i zgłoszenia nie będą wymagały też inwestycje polegające na zatrzymywaniu wody w rowach, jeżeli zasięg oddziaływania nie wykracza poza granice terenu, którego zakład jest właścicielem, lub (to nowość) terenu znajdującego się w zasięgu oddziaływania, na który posiada uprzednią pisemną zgodę właścicieli gruntów objętych oddziaływaniem, a także hamowanie odpływu wody z obiektów drenarskich, jeżeli zasięg oddziaływania nie wykracza poza granice terenu, którego zakład jest właścicielem, lub terenu znajdującego się w zasięgu oddziaływania, na który zakład posiada uprzednią pisemną zgodę właścicieli gruntów objętych oddziaływaniem”.

Pozwolenie i zgłoszenie nie będzie wymagane także dla przebudowy rowów w celu zatrzymywania wody, jeżeli zasięg oddziaływania nie wykracza poza granice terenu, którego zakład jest właścicielem, lub terenu znajdującego się w zasięgu oddziaływania, na który posiada uprzednią pisemną zgodę właścicieli gruntów objętych oddziaływaniem oraz wykonanie stawów, które nie są napełniane w ramach usług wodnych, ale wyłącznie wodami opadowymi lub roztopowymi lub wodami gruntowymi o powierzchni nieprzekraczającej 1000 m kw. i głębokości nieprzekraczającej 3 m od naturalnej powierzchni terenu o zasięgu oddziaływania niewykraczającym poza granice terenu, którego zakład jest właścicielem lub terenu znajdującego się w zasięgu oddziaływania, na który posiada uprzednią pisemną zgodę właścicieli gruntów objętych oddziaływaniem”.

Jak komentuje Sebastian Szklarek, pewien niepokój może budzić fakt, że decyzję o pozwoleniu na inwestycję ma wydawać wojewoda właściwy dla województwa, w którego granicach znajduje się największa powierzchniowo część inwestycji. „Biorąc pod uwagę, że wśród potencjalnych inwestorów są oprócz jednostek samorządowych Wody Polskie i Lasy Państwowe, zapis ten może ułatwić realizację dużych inwestycji o zasięgu większym niż jedno województwo, bo mniejsze inwestycje w retencję zostaną zapewne w gestii samorządów” – podsumowuje.

Rządowy projekt jest w trakcie konsultacji publicznych. Te przepisy z pewnością będą dyskutować uczestnicy konferencji “Wody opadowe – aspekty prawne, ekonomiczne i techniczne”.

Czytaj więcej

6 Komentarze

  1. Ciekawe kto tym się zajmie w samorządach, aby zebrać te pieniądze potrzebne są kolejne miliony na zatrudnienie masy urzędników którzy będą naliczać i ściągać te pieniądze, dla samorządów to żaden interes, tylko Wody Polskie na tym skorzystają, ciekawe czy w ustawie zapisali na co Wody Polskie mogą wydać te pieniądze, jakoś wątpię

  2. Niech rząd pobuduje w pobliżu rzek zbiorniki retencyjne które zbierałyby wodę z deszczu i nadmiar z rzek co zapobiegałoby wylewom rzek (powodziom) to zmniejszyloby straty ludzi i państwa.

  3. To nie jest podatek od deszczówki! To jest podatek od betonu! Proszę nazywać go po imieniu, a nie wprowadzać niedoinformowanych Polaków w błąd!

Skomentuj